Zawsze mówiąc o swoim stylu jak większość znanych mi ludzi z uporem maniaka podkreślam, że nie podążam za trendami.
Będąc taka super indywidualna i oryginalna zakupiłam torebkę(bardziej worek)którą widziałam na kilku blogach, w kilkudziesięciu gazetach oraz wykupioną z każdego możliwego sklepu internetowego.
Powyższe dane jednoznacznie wskazywały, że nikt jej nie będzie miał - kobieca logika w najczystszej postaci.
Wracając do torebki...
Otóż jest to bezkształtny worek z ortalionu, który jest tak wielki, że znalezienie w nim komórki i odebranie połączenia na czas jest zgoła niemożliwym. Oczywiście może to mój błąd, że na zdjęciach wydawała mi się sztywną i trzymającą pewien kształt, gdy w rzeczywistości została skwitowana krótkim:
"Nosisz reklamówkę na ramieniu?!"
oraz
"Dlaczego tej metki nie zerwałaś".
Ktoś może powiedzieć, że się nie znam, że nie doceniam piękna minimalizmu, że jestem ignorantką i że nie poznałam się na prawdziwej modzie.
Niestety 180 zł to dla mnie za duży wydatek żeby nie czuć oburzenia. Mam prawo oczekiwać czegoś więcej niż bezkształtnej rzeczy od projektanta no chyba, że już sama metka powinna mnie wprowadzić w ekstazę i bezmyślną ufność w nieomylność twórcy w takim razie pardon!


